Słońce przyjemnie grzało moją twarz. Cieplutka pościel coraz bardziej przyciągała mnie do siebie, ale jak zawsze ktoś musi zepsuć taką chwilę...
- Yukari, czemu jeszcze śpisz? - zapytał Sasuke. Czy on też jest taki irytujący jak Itachi? Błagam, nie!
- Mmmm... tu jest tak przyjemnie... - mruknęłam. Coś połaskotało mnie po twarzy. Huh? Uchyliłam lekko powieki i zobaczyłam roześmianego Uchihę z moim pamiętnikiem w ręku. ŻE CO?! Poderwałam się jak opętana z łóżka. Bez problemu wyrwałam mój kochaniutki zeszycik z ręki tego parszywego... Stop! Czy ja jestem poważna? To mój kuzyn i chciał mnie obudzić... No cóż... Każdy sposób jest dobry...
- Czytałeś go? - zapytałam kartkując strony. Wszystkie kartki były na miejscu. - Szczęściarz... - mruknęłam.
- A co byś mi zrobiła? - odpowiedział z uśmiechem.
- Zabiła, ty idioto! - wydarłam się. Byłam strasznie zdenerwowana.
- Aż taka bojowa jesteś? - zapytał śmiejąc się. Co za...
- A żebyś wiedział, że tak! - odparłam.
- No dobra, wstawaj i idziemy do szkoły. Dalej jesteś tylko moją kuzynką czy masz jakieś imię? - zakpił z wesołą minką.
- Jestem Yuka Uchiha. - powiedziałam bez chwili namysłu.
- Okey... Yuka... - zaśmiał się. Zdzieliłam go lekko po głowie i w końcu sama zaczęłam się śmiać. Powolutku wyszłam spod ciepłej kołdry i udałam się do szafy. Wyciągnęłam mundurek szkolny i przyjrzałam się mu. Czarna spódniczka do połowy ud, biała koszula i beżowy sweter bez rękawów.. Sasuke podszedł do mnie i podał mi jeszcze ciemną apaszkę. Wzięłam ją od niego i w szafie wygrzebałam jeszcze czarne podkolanówki. Po chwili zastanowienia czy to już wszystko ruszyłam w kierunku łazienki.
- Boję się jak cholera... Byle nikt mnie nie rozpoznał... Błagam... - zmawiałam cichą litanię w łazience ubierając mundurek. Szybko rozczesałam włosy i związałam je w warkocza. Spojrzałam się w lustro i aktywowałam mojego przedziwnego sharingana. Był koloru śnieżnej bieli z trzema łezkami, które nazywają się "tomoe". Tata nie zanurzał się w temat moich dziwnych oczu. A szkoda. Posłuchałabym jego domysłów. Wszystko zawsze wiedział, aż mu zazdrościłam.
Ujrzałam jak Sasuke wchodzi do łazienki, chociaż mój zwykły wzrok tego nie obejmował. Szybko deaktywowałam mojego sharingana i na twarz przybrałam miły uśmiech.
- Co tu robisz?
- Co to za oczy? - zapytaliśmy w tym samym czasie. Czarnowłosy potrząsnął głową.
- Chodźmy już. - mruknął tylko wychodząc. Spojrzałam się jeszcze raz w lustro i wzruszyłam ramionami.
- To będzie ciężki dzień....
Na korytarzu złapałam Sasuke pod ramię i wspólnie ruszyliśmy do szkoły...
~*~
W szkole było wielkie zainteresowanie moją osobą. Słyszałam kąśliwe komentarze na mój temat, ale także westchnienia dziewczyn: "ale ona ma zabójcze nogi~!". Ha, niech zazdroszczą! Chłopacy cały czas mówili między sobą różne rewelacje na mój temat, nie jestem pewna o czym tak zawzięcie mówili, ale na pewno wychwyciłam jedno zdanie: "Jakie wielkie balony~!". No nie, aż takich dużych piersi to chyba nie mam... a może mam?
Olałam to wszystko i wraz z Sasuke usiadłam na ławce. Westchnęłam i spojrzałam się na sufit. Byle ten dzień jak najszybciej się skończył...
- Hejkaaaaa, Sasuke! - usłyszałam znajomy głos. No nie... tylko nie on...
- Cześć, Naruto. - odpowiedział Sasuke.
- Powiesz mi w końcu kim to jest ta twoja kuzynka? - zapytał, a we mnie, aż się zagotowało.
- Nie możesz normalnie podejść i zapytać jak mam na imię tylko gadać o mnie z moim kuzynem, do tego w m o i m towarzystwie?! - wydarłam się. Osoby będące najbliżej nas oderwały się od swoich rozmów i spojrzały na nas.
- Sorry... - mruknął blondyn.
- Uważaj, Naru... - Sasuke nie dokończył gdyż ja chciałam mu pokazać gdzie raki zimują.
- Tylko sorry? Może jakieś normalne "przepraszam, jestem wścibski, a boję się zagadać"?! - moja złość narastała.
- Wcale, że nie boję się zagadać! - odparł niejaki Naruto.
- Ah, tak? To czemu tego nie zrobiłeś? - zapytałam z przekąsem. Niech wie kto tu rządzi.
- Mówiłem cały czas to nie odpowiadałaś! - wykrzyknął blondas.
- To coś wczoraj? - zaśmiałam się perliście i spojrzałam na niego. - Wczoraj to byłam strasznie zmęczona podróżą i nic nie zrozumiałam z twojego wrzasku. - oznajmiłam. Blondyn chciał coś odpowiedzieć, ale różowowłosa dziewczyna podeszła do niego i zdzieliła go mocno po głowie. Co najdziwniejsze kojarzyłam skądś tą dziewczynę... Czyżby to...?
- Naruto! - krzyknęła. Chłopak skulił się i mruknął coś niezrozumiałego. Dziewczyna uśmiechnęła się triumfalnie i podniosła wzrok na moją skromną osóbkę. - Hej... - powiedziała nieufnie. - Jestem Sakura, a ty? - zapytała.
- Yu... - nie skończyłam, bo zadzwonił dzwonek. Ha, przykro mi, pani Haruno!
- No okey, do zobaczenia na następnej przerwie! - pomachała mi spoglądając z utęsknieniem na mojego kuzyna. Czyżby jej szczenięce zauroczenie dalej trwało? Zaraz, zaraz... Sasuke?
- Boże, jaki ja mam zapłon! - wykrzyknęłam. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi prócz Sasuke. - Sasuke! Przecież jesteś moim kuzynem! - Ciemnowłosy wybuchnął śmiechem i zaczął bić mi brawo. - A ciebie co tak śmieszy? Po tylu latach skumałam w końcu kim jesteś. Wcześniej imię Sasuke nic mi nie mówiło, ale teraz...
- Nie wiem czy mam się śmiać czy obrazić... - powiedział z uśmiechem.
~*~
Na pierwszych zajęciach było nawet spokojnie. Usiadłam z wysoką blondynką, która cały czas pisała liściki z Sakurą. Phi, nawet nie zwróciła na mnie uwagi...
- Halo... - mruknęłam do niej. Zaszczyciła mnie w końcu swoim spojrzeniem zimnych jasno-niebieskich oczu.
- Hm? - bąknęła. Nie była najwidoczniej zainteresowana rozmową.
- Świnia... - niby to mruknęłam niby to siedziałam cicho. Położyłam głowę na ławce i słuchałam jak zawzięcie skrobała coś na tej karteczce do różowowłosej. Pewnie pisała coś typu: "nazwała mnie świnią!". Jeśli w ogóle mnie usłyszała...
- Jestem Ino Yamanaka, a ty? - odezwała się po kilku minutach milczenia. Ha, teraz mamy być miłe, pani Yamanaka?
- Jestem Yuka... - odpowiedziałam na jej zaczepkę. Nie wiem czy chcę, aby znała moje nazwisko.
- Uchiha i Yamanaka! - ostrzegła nas pani Kurenai. Blondi wytrzeszczyła oczy i do końca lekcji nie odezwała się już wcale. Może to i lepiej? Nie miałam szczególnej ochoty na rozmowę z jakąś zadufaną w sobie, pustą lalą i do tego świnią.
Po dzwonku ruszyłam szybkim krokiem przez korytarz w poszukiwaniu wolnego miejsca.
- "Muszę przecież zastanowić się jak reszta mogła się zmienić!" - pomyślałam. Usiadłam na wolnej ławeczce i spokojnie myślałam, aż tu nagle...
- H-hej... - usłyszałam nieśmiałe powitanie. Podniosłam głowę i własnym oczom nie wierzyłam.
- Hinatka! - zakrzyknęłam rzucając się w jej ramiona. Ona na pewno nikomu nie powie, że ja, to ja.
- A-a...ale... nie wiem k-kim ty... - jąkała się przestraszona. Zaciągnęłam ją do damskiej toalety i sprawdziłam czy wszystkie kabiny są puste.
- To ja, Hinatko. - powiedziałam. - Yukari. - dodałam. Twarz Hinatki rozjaśnił uśmiech i rzuciła mi się w otwarte ramiona.
- Yukari! - ucieszyła się.
- Tylko nikomu nie mów, okey? W razie co jestem Yuka. - oznajmiłam. Hinata roześmiała się wesoło.
- Yuka? Nikt się na to nie nabierze! - powiedziała.
- Jakoś wszyscy się nabierają... - mruknęłam.
- Naprawdę? - zapytała ze zdziwieniem. Przytaknęłam. Ha, i tu jest pies pogrzebany, pani Hyuga! Wzięłam Hinatkę pod ramię i roześmiane wyszłyśmy z łazienki. Niech reszta zazdrości, a co!
- Yuka... - zaczął Sasuke, ale urwał gdyż nie wiedział co ma zrobić.
- Spokojnie, przecież to moja Hinatka! - pisnęłam szczęśliwa. Szatyn uśmiechnął się półgębkiem.
- Okey, chciałem powiedzieć, że dziś wracasz sama, ale może się pomyliłem... - mruknął rozbawiony.
- A ty gdzie wybywasz? - zapytałam ciekawa.
- Naruto chce mnie gdzieś wyciągnąć... - odpowiedział wymijająco.
- Wiesz, że mi się mówi prawdę i tylko prawdę...? - zadałam pytanie dalej trzymając Hinatkę pod ramię. Była strasznie śliczna. Średniej długości granatowe włosy i te bielutkie oczy... po prostu... brak słów! Ślicznotka jakich mało.
- Nie wiem... - odparł. Czułam, że mnie kłamie i nie idzie z Naruto. Taka głupia to ja nie jestem.
- Ah, tak? Zawsze znowu mogę cię samego zostawić. Akatsuki chętnie mnie znowu przyjmie. - Kurde, powinnam czasem ugryźć się w język...
- A-aka...akatsuki...? - wyszeptała przerażona Hinatka.
- Nie martw się, Hinatko, wszystko później na spokojnie ci opowiem. - spojrzałam się na nią kątem oka. Była strasznie blada.
- Akatsuki cię nie przyjmie... - powiedział.
- Założymy się? Może nie przepadam za Itachi'm, ale znamy tam nasze wartości. Mówimy sobie wszystko... no prawie... chociaż... jakie to ma znaczenie... - zaśmiałam się nieszczerze. Nawet nie zauważyłam kiedy zebrało się wokół nas kółeczko.
- Myślałem, że to już przeszłość... - bąknął zrezygnowany.
- To co odeszło, nie wróci. Co było wczoraj to przeszłość, stawiam na jutro. A teraz wybacz. Muszę iść. - odpowiedziałam. Gdy rozejrzałam się kółko natychmiast się rozeszło. Wraz z Hinatką poszłam na dziedziniec.
- A-ale... Yukari... - powiedziała Hinatka.
- Przepraszam, Hinatko, muszę naprawdę iść... Spotkajmy się może później? - zaproponowałam.
- Przecież są jeszcze lek...
- To jesteśmy umówione, narka! - miałam poczucie winy tak traktując moją przyjaciółkę, jednak musiałam. Musiałam stąd się wyrwać. Nie zniosę tu już, ani chwili więcej...
~*~
- Dlaczego tak mnie potraktowała? Czy naprawdę jest jak to całe Akatsuki? Nie dam jej spokoju dopóki tego nie wyjaśni... - Sasuke uparcie myślał nad zachowaniem jego kuzynki. Odpuścił sobie resztę lekcji i poszedł na spacer po parku obok szkoły. Czuł się zdeptany, poniżony i wykpiony przez ciemnowłosą. Jak mogła tak z niego kpić?
- "No wiesz... jestem potomkinią Madary Uchihy i takie osobistości jak twój starszy braciszek znam. Nie myśl sobie, że jestem żółtodziobem w życiu towarzyskim!" - wtedy wydawała się być jeszcze normalną dziewczyną, którą znał sprzed tych 7 lat. Czuł jak jego brat i reszta tej zakichanej organizacji zmienili Yukari. Coraz bardziej nienawidzi swojego brata.
- Jak on mógł mi to zrobić? Wychować kuzynkę, zamiast własnego brata... - chłopak zawzięcie myślał nad tym co by było gdyby...
- Gdyby Yukari wychowała się tu, w Konosze... albo gdybym te kilka lat spędził z moim bratem... no właśnie... co by było...? - zadawał sobie w myślach tysiące takich pytań. Nie miał na to siły, odkąd się tu pojawiła same z nią kłopoty. Najpierw ta sprawa wczorajszego ranka z Naruto, potem w szkole również się z nim pokłóciła, ściąga tylko na siebie niepotrzebną uwagę...
Chłopak wolnym krokiem udał się do swej rezydencji gdzie jak mu się zdaje powinna być jego kuzynka. Cały czas pakuje się w kłopoty, jest strasznie nieporadna, głupia, irytująca i...
- Naprawdę się o nią martwię... - powiedział już na głos. Niby znają się niedługo, długo się nie widzieli, ale przywiązał się do niej. Czuł dziwną pustkę bez jej głośnego śmiechu i ciągłej paplaniny, a co gorsza otwierał się przed nią, a ona zwyczajnie zagrała jego uczuciami. - Nie wiem co mam robić... - mruknął zrezygnowany.
Wszedł do domu i pędem pokonał odległość z holu do pokoju dziewczyny. Kulturalnie zapukał w drzwi, ale nikt się nie odezwał uchylił drzwi i zobaczył coś czego nigdy by się nie spodziewał...
~*~
- Yukari? A co ty tu robisz? - zapytał zdziwiony szatyn.
- Przyjechałam w odwiedziny do mojego ulubionego kuzyna. - odparłam. Itachi mierzył mnie podejrzanym wzrokiem i wreszcie westchnął.
- Madara jest tam gdzie zawsze... - mruknął i wrócił do czytania jakiejś strasznie fascynującej książki. Wzruszyłam ramionami.
- Spodziewałam się milszego powitania. Gdzie "Jak było? Jak Sasuke? Co tam w szkole?". Nic, null, zupełne zero! - zaprotestowałam.
- Aż tak bardzo ci na tym zależy? - zapytał. Energicznie przytaknęłam głową. Ociągając się powoli odłożył książkę, przeciągnął się i wstał. Podszedł do mnie i zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Kuzyneczko! Tak tęskniłem jak nigdy przez te 2 dni! - wydarł mi się do ucha. Uśmiechnęłam się szeroko. Puścił mnie i przyjrzał się mojej twarzy. - Wszystko w porządku? - nie wiedziałam czy dłużej powstrzymam łzy, ale wysiliłam się na blady uśmiech. Nie wiedział gdzie byłam, więc nic mu nie powiem.
- Jasne, co miałoby się stać? Stęskniłam się. - odparłam. Szybko wyminęłam Itachi'ego i popędziłam w kierunku gdzie na pewno był mój tata. Zastanawiam się jak zareaguje. Ucieszy się? Ochrzani mnie? Nie wiem...
Uchyliłam lekko drzwi i po cichu weszłam do środka. Tata drzemał na fotelu i cichutko pochrapywał.
- Halo...? - mruknęłam gdy już podeszłam do niego. Szybko się obudził i kilka razy potarł oczy.
- Yukari? - zapytał.
- Nie, Święty Mikołaj. - prychnęłam.
- Uważaj na ton, młoda damo. - ostrzegł.
- Dobra, dobra, tato. Tęskniłeś? - uśmiechnęłam się szeroko i byłam pewna, że nic gorszego niż historia z Konohą mi się nie przydarzy... a szkoda. Gdybym choć trochę wiedziała co mnie wtedy czeka... może wtedy... może zmieniłabym bieg historii...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny rozdział za nami! XD Mam nadzieję, że się to komuś podoba i ktoś to czyta...
Zapraszam do czytania! ^^
wtorek, 12 maja 2015
piątek, 8 maja 2015
Rozdział I
- Ej, mała, dobrze się czujesz? - zapytał mój kuzyn, Itachi.
- Jeśli mam się czuć dobrze w towarzystwie zabójcy mojej rodziny, to chyba się grubo mylisz. - syknęłam. Itachi, niby mój kuzyn, a zabił całą naszą rodzinę. Nikt nie mówił o tym głośno, ale nie mam zamiaru być dla niego miła. Poza tym kto mi zabroni mówić i masakrze klanu Uchiha? Podejrzewam, że tatusiowi nie podskoczył, ale czasami mówił, że uratował jeszcze jedną osobę z tej masakry. Mojego innego kuzyna, który ponoć nazywa się Sasuke. Nie zaprzeczam, iż zaciekawiło mnie to. Miałam dość dużą rodzinę i mało czasu, aby poznać jej wszystkich członków. Z powodu naszych oziębłych stosunków nie mam pretekstu, aby zapytać go o tego chłopaka.
- Nie przeginaj, okey?! Zrobiłem to, bo musiałem! - odparł podnosząc głos.
- Ale nie krzycz na mnie! - Podniosłam głos jak i on. Itachi widocznie zdenerwował się.
- Jeszcze chwila, smarkulo, a gorzko tego pożałujesz! - wykrzyknął. Wtem do pokoju wpadł mój tata i podszedł spokojnie do mnie.
- Itachi, chyba już coś ci mówiłem na ten temat. - powiedział chłodno Madara. Tatko zawsze był nie miły w stosunku do Itachi'ego.
- Itachi, głąbie, nie jestem smarkulą. Mam już 12 lat! - zakrzyknęłam zza pleców tatki. Itachi uśmiechnął się szeroko.
- No, a ile różnicy lat jest między nami? - zapytał. Tu mnie ma. Jest starszy o dobre kilka lat.
- Itachi... - powiedział ostrzegawczo tata.
- Tato, ja dziś już pójdę spaaaaaać... - powiedziałam ziewając. Jutro tata potajemnie miał mnie wysłać do jakiejś cioci od strony mojej dawno zaginionej mamy.
Mamę pamiętam jak przez mgłę. Nie widziałam jej od 5 roku życia. Nie jestem pewna czy miała jasne czy ciemne włosy, czy ubierała się w sukienki czy spodnie... gdzie nosiła swój ochraniacz... Wielu szczegółów nie pamiętam, jednak jedno utrwaliło mi się w pamięci. Jej piękne białe oczy. Gdy widzę ją ten ostatni raz na stacji kolejowej, nie widzę jej włosów, ubioru, czy tego jak akurat wtedy była ubrana... widzę tylko jej smutne białe oczy.
Z tego co wiem moja mama zaginęła jakieś 2 lata po moim wyjeździe. Cieszyłam się, że będę mogła znowu mieszkać w Konosze, i że tatko robi to ze względu na moją prośbę.
- Idź, idź, Yukari. - mruknął spoglądając na Itachi'ego. Wystawiłam do Itachi'ego język i pobiegłam w kierunku mojego pokoju.
Tam usiadłam na łóżku i spojrzałam się na moje odbicie w lustrze. Kiedyś krótkie, dziś długie, do pasa, hebanowe włosy miałam rozpuszczone. Oczy koloru nocnego nieba wpatrywały się uporczywie w moją szczupłą sylwetkę i smukłe nogi. Czy mama była podobna do mnie? W każdym aspekcie przypominam Uchihów... Chyba jednak wdałam się w całości w tatę. Zamknęłam oczy i potrząsnęłam głową. Nie powinnam teraz zadręczać się myślami o wielkiej niewiadomej.
- Muszę wypocząć, abym jutro była w pełni sił. - mruknęłam do siebie i powoli wstałam. Rozejrzałam się po moim pokoju gdzie był istny chaos. - Należałoby się tu trochę posprzątać przed wyjazdem. - ponownie mruknęłam do siebie. Wszędzie były porozwalane moje ubrania i książki. Lubiłam czytać co często irytowało innych członków Akatsuki gdyż zawsze zostawiałam książki gdzie ostatnio je czytałam. Zazwyczaj czytałam pośrodku salonu na podłodze, gdzie później wszyscy potykali się o sterty książek. Często nabijałam się wraz z tatą, że nie nadają się do Akatsuki, bo zwykłe książki są dla nich przeszkodą nie do pokonania.
Akatsuki z tego co wiem od ludzi spoza mojego kółka różańcowego to grupa przestępcza, do której należą najgorsze zbiry ze świata ninja o randze S. Mam ogromny sentyment do tej grupy, iż to oni mnie wychowali. "Boisz się czegoś? Pomyśl wtedy o nas, będzie ci lepiej." To zawsze powtarzali. Kiedy według nich już dorosłam podarowali mi strój charakterystyczny dla naszej grupy. Uwielbiam w nim chodzić, gdyż wtedy ludzie nie podchodzą do mnie i nie zaczepiają wołając coś typu: "Hej! Jak życie?"
- Ty, Itachi, jak najbardziej zasłużyłeś na potępienie... - mruknęłam do siebie i szybko ogarnęłam pokój, przy okazji się pakując.
Później weszłam do łazienki i zaczęłam rozczesywać moje włosy. Zazwyczaj kiedy wieczorem czesałam się to myślałam o różnych błahych sprawach. Myślałam o tym jak uprzykrzyć życie Itachi'emu czy innemu członkowi Akatsuki. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj myślałam czy Hinatka i reszta przyjaciół mnie rozpoznają. Jeśli tak, to czy zaakceptują moje nowe ja? Czy ten cały Sasuke, który podobno tam mieszka będzie dla mnie miły? Czy ta cała ciocia będzie mi pozwalała na dużo rzeczy? W sumie wcale mi się nie widzi mieszkanie z jakąś ciotką. Może jeśli mi się nie spodoba będę mogła wprowadzić się do mojego kuzyna? Zapytam się jutro taty. Najbardziej obawiam się odrzucenia ze strony moich rówieśników. Może jeśli polubią mnie za to j a k a jestem, a nie k i m jestem będzie lepiej? Chyba tak. Tak szybko im się nie przedstawię, o nie!
~*~
- Będziesz tęsknić za swoim starym ojcem? - zapytał tata. Była piąta rano i wykradliśmy się na dworzec. Mieliśmy jeszcze cały kwadrans do przyjazdu pociągu. Stacja świeciła pustkami co było zarazem dobre jak i złe...
- Oczywiście, tato... - odparłam zduszonym szeptem przez płacz. Przytuliłam się do mojego kochanego tatusia, na którego mogłam zawsze liczyć. - Poza tym... - zaczęłam kiedy już mi trochę przeszło. - Nie mogłabym zamieszkać u tego mojego kuzyna? Nie wiem czy wizja mieszkania z jakąś tam ciotką mi się podoba... - mruknęłam. Tatko spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął.
- Zobaczymy... - powiedział z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i być może ostatni raz schroniłam się w bezpiecznych ramionach mojego taty.
- Czy ta ciocia jest podobna do mamy? - zapytałam. Tato spojrzał się na mnie kątem oka. Chwilę milczał, ale w końcu zdobył się na neutralną odpowiedź.
- Nie wiem, mogła się zmienić przez ten czas kiedy ją ostatni raz widziałem... - odpowiedział.
Właśnie wtedy na stację niczym rakieta wparował pociąg. Ruch był niewielki, więc tatko szybko pomógł mi z bagażami i gdy już siedziałam w przedziale machał mi ze łzami w oczach, co było dla mnie nowością. Uśmiechnęłam się szeroko i otarłam mimicznie oczy, aby pokazać tacie, że się wzruszył. Mój uśmiech był szeroki. Sam się uśmiechnął i ostatni raz mi pomachał. Usiadłam spokojnie na swoim miejscu i patrzyłam się na pusty przedział. Nagle drzwi się rozsunęły i do środka weszła starsza pani. Uśmiechnęłam się życzliwie do niej, ale ona tylko łypnęła na mnie groźnie okiem. W tych czasach nawet uśmiechanie się do staruszek jest niebezpieczne... Ehh... To będzie długa podróż...
~*~
Na dworcu nie zauważyłam nikogo o białych oczach.
- Cóóóóóóóż... - wzruszyłam ramionami i spokojnie usiadłam na ławeczce. Poczekam tu na tą niby ciotkę. Może o mnie zapomniała? Ha, a to dopiero bym się śmiała! Może powinnam zajrzeć w skromne progi Konohy? Nie. Zbytnio się boję sama, bez przewodnika.
- Yukari Uchiha? - zapytał młody chłopak o czarnych tęczówkach. Przytaknęłam głową, a on podał mi dłoń.
- Jestem Sasuke Uchiha, słyszałem, że chcesz się do mnie wprosić? - zapytał z cieniem uśmiechu na twarzy. Czy tylko Itachi nie jest taki opanowany wśród Uchihów?
- Miałam zamieszkać z jakąś tam ciotką, ale... - nie dał mi skończyć.
- Pani Hyuga powiedziała mi, że mam się tobą zająć. Sama wczoraj wieczorem gdzieś pojechała pociągiem. Może stchórzyła? Nie wiem, ale jednego jestem pewien. Teraz zatrzymasz się u mnie. Oprowadzę cię po miaste... - mówił dalej i dalej, a ja postanowiłam dorzucić swoje 3 grosze.
- Itachi dużo mi o tobie opowiadał. - powiedziałam. Sasuke zatrzymał się w pół kroku i odębiały spojrzał się na mnie.
- Skąd znasz Itachi'ego? - zapytał. Ha, punkt dla mnie, panie Uchiha! Przyjrzałam się chłopakowi bardzo uważnie. Był podobny do mnie, jak i do Itachi'ego. Może podkoloryzuje mu trochę opowieść o jego starszym bracie, autorytecie bez skazy?
- No wiesz... jestem potomkinią Madary Uchihy i takie osobistości jak twój starszy braciszek znam. Nie myśl sobie, że jestem żółtodziobem w życiu towarzyskim! - uśmiechnęłam się. - Mieszkałam razem z Itachi'm przez ostatnie 7 lat i definitywnie mam dość. - oznajmiłam. Dalej nie mógł się ruszyć, ani wydobyć z siebie słowa. Właśnie o to mi chodziło. Albo z tarczą, albo na tarczy, Uchiha!
W końcu powoli ruszył przed siebie, a ja za nim. Nie mógł się chyba otrząsnąć z szoku. Poklepałam go mocno po plecach i uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie martw się, nic ważnego nie straciłeś! - zaśmiałam się. Sasuke przybrał kamienną minę i nic nie mówił. Spojrzał się tylko przed siebie i głośno westchnął. Skierowałam swój wzrok w tym samym kierunku i lekko pobladłam.
- W razie co, Sasuke, to jestem tylko twoją daleką kuzynką. Tak jak jest. Bez rzucania imionami. - dodałam. Sasuke z nikłym uśmiechem spojrzał się na mnie, a potem znowu na biegnącego w naszym kierunku blondyna.
- Cześć Sasuke! Co to za dziewczyna? - zakrzyknął. Phi, nie może się mnie spytać, tylko jego?
- To moja daleka kuzynka. - oznajmił szatyn z taką samą miną jaką miał wcześniej. Pełna powaga. No co ty, przecież to żadna rewelacja! Najlepiej siedźmy i płaczmy!
- Ale przecież oprócz ciebie i Ita...
- Uchowałam się, jasne? Nie zadawaj nie potrzebnych pytań, głąbie. - przerwałam mu. Popchnęłam Sasuke w kierunku wielkiej rezydencji, która wyglądała znajomo. Blondas nie chciał się odczepić i szedł za nami.
- Ale jak się nazywasz? Skąd przyjechałaś? Są jeszcze inni z klanu? No odpowiedz mi wreszcie! - weszliśmy w końcu na teren rezydencji i zamknęłam furtkę przed nosem blondyna.
- Powiedziałam nie zadawaj pytań i nie trzeszcz tak, bo mnie uszy od tej twojej paplaniny bolą. - syknęłam i wraz z Sasuke weszłam do środka rezydencji. Rezydencja była z wierzchu jak i od środka zadbana. Kątem oka patrzyłam się na Sasuke.
- Mieszkasz tu z kimś? - zapytałam. Pokręcił przecząco głową. Westchnęłam i położyłam bagaże w pod szarą ścianą wielkiego holu. Sasuke chwycił szybko moje torby i ruszył salonem poprzez schody na piętro. Szłam grzecznie za nim i oglądałam wnętrze. Piękne malowane obrazy, drogie dywany, wypolerowane podłogi i czyste, smutne ściany. Jak w prawdziwym opuszczonym zamku.
Zatrzymał się przy jednych z wielu drzwi na tym piętrze. Odłożył na chwilę bagaże, otworzył drzwi i wniósł torby do środka. Pokój był zadbany, ogromne podwójne łóżko zaścielone, firanki zawieszone, stolik po środku pokoju przykryty obrusem, dwa fotele czyściutkie i do tego biurko nieskazitelnie czyste. Ściany koloru granatu ozdabiały fotografie przeróżnych krajobrazów. Stąpałam po mięciutkim również granatowym dywanie położonym na jasne panele. Wszystko wyglądało magicznie, a ja byłam jak ta księżniczka. Uznałam, że mój strój tu nie pasuje. Czarne rurki i czarna koszulka... Nic, a nic tu nie pasuje.
- Ale tu pięknie... - mruknęłam gdy w końcu poszłam wypróbować łóżko. Było idealnie miękkie. Granatowa pościel była wykonana chyba z aksamitu lub jedwabiu. Była taka delikatna i mięciutka...
- Drzwi naprzeciwko to mój pokój. - oznajmił zbywając moją uwagę o wnętrzu. Rozejrzałam się jeszcze raz i podeszłam do okna.
- Jutro mam iść do szkoły? - zapytałam. Bałam się tego, ale chyba jakoś przeżyjemy, nie? Widok za oknem był cudowny. Piękny sad rezydencji Uchihów. To dopiero coś!
- Tak, będziesz w klasie ze mną. Pani Tsunade już o wszystkim została powiadomiona przez twoją ciotkę. Wiem, że tuż przed masakrą klanu wyniosłaś się z Konohy... wiesz może... gdzie mogę znaleźć mojego brata, Itachi'ego Uchihę? - zapytał, a jego zimny ton, aż zmroził mi krew w żyłach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwszy rozdział za nami! Za nim ktoś przyczepi się do moich "Uchihów" to zaznaczam, że po mino spodziewanych hejtów będę dalej tak pisać, ponieważ... bo tak. XD
Zapraszam do czytania~!
- Jeśli mam się czuć dobrze w towarzystwie zabójcy mojej rodziny, to chyba się grubo mylisz. - syknęłam. Itachi, niby mój kuzyn, a zabił całą naszą rodzinę. Nikt nie mówił o tym głośno, ale nie mam zamiaru być dla niego miła. Poza tym kto mi zabroni mówić i masakrze klanu Uchiha? Podejrzewam, że tatusiowi nie podskoczył, ale czasami mówił, że uratował jeszcze jedną osobę z tej masakry. Mojego innego kuzyna, który ponoć nazywa się Sasuke. Nie zaprzeczam, iż zaciekawiło mnie to. Miałam dość dużą rodzinę i mało czasu, aby poznać jej wszystkich członków. Z powodu naszych oziębłych stosunków nie mam pretekstu, aby zapytać go o tego chłopaka.
- Nie przeginaj, okey?! Zrobiłem to, bo musiałem! - odparł podnosząc głos.
- Ale nie krzycz na mnie! - Podniosłam głos jak i on. Itachi widocznie zdenerwował się.
- Jeszcze chwila, smarkulo, a gorzko tego pożałujesz! - wykrzyknął. Wtem do pokoju wpadł mój tata i podszedł spokojnie do mnie.
- Itachi, chyba już coś ci mówiłem na ten temat. - powiedział chłodno Madara. Tatko zawsze był nie miły w stosunku do Itachi'ego.
- Itachi, głąbie, nie jestem smarkulą. Mam już 12 lat! - zakrzyknęłam zza pleców tatki. Itachi uśmiechnął się szeroko.
- No, a ile różnicy lat jest między nami? - zapytał. Tu mnie ma. Jest starszy o dobre kilka lat.
- Itachi... - powiedział ostrzegawczo tata.
- Tato, ja dziś już pójdę spaaaaaać... - powiedziałam ziewając. Jutro tata potajemnie miał mnie wysłać do jakiejś cioci od strony mojej dawno zaginionej mamy.
Mamę pamiętam jak przez mgłę. Nie widziałam jej od 5 roku życia. Nie jestem pewna czy miała jasne czy ciemne włosy, czy ubierała się w sukienki czy spodnie... gdzie nosiła swój ochraniacz... Wielu szczegółów nie pamiętam, jednak jedno utrwaliło mi się w pamięci. Jej piękne białe oczy. Gdy widzę ją ten ostatni raz na stacji kolejowej, nie widzę jej włosów, ubioru, czy tego jak akurat wtedy była ubrana... widzę tylko jej smutne białe oczy.
Z tego co wiem moja mama zaginęła jakieś 2 lata po moim wyjeździe. Cieszyłam się, że będę mogła znowu mieszkać w Konosze, i że tatko robi to ze względu na moją prośbę.
- Idź, idź, Yukari. - mruknął spoglądając na Itachi'ego. Wystawiłam do Itachi'ego język i pobiegłam w kierunku mojego pokoju.
Tam usiadłam na łóżku i spojrzałam się na moje odbicie w lustrze. Kiedyś krótkie, dziś długie, do pasa, hebanowe włosy miałam rozpuszczone. Oczy koloru nocnego nieba wpatrywały się uporczywie w moją szczupłą sylwetkę i smukłe nogi. Czy mama była podobna do mnie? W każdym aspekcie przypominam Uchihów... Chyba jednak wdałam się w całości w tatę. Zamknęłam oczy i potrząsnęłam głową. Nie powinnam teraz zadręczać się myślami o wielkiej niewiadomej.
- Muszę wypocząć, abym jutro była w pełni sił. - mruknęłam do siebie i powoli wstałam. Rozejrzałam się po moim pokoju gdzie był istny chaos. - Należałoby się tu trochę posprzątać przed wyjazdem. - ponownie mruknęłam do siebie. Wszędzie były porozwalane moje ubrania i książki. Lubiłam czytać co często irytowało innych członków Akatsuki gdyż zawsze zostawiałam książki gdzie ostatnio je czytałam. Zazwyczaj czytałam pośrodku salonu na podłodze, gdzie później wszyscy potykali się o sterty książek. Często nabijałam się wraz z tatą, że nie nadają się do Akatsuki, bo zwykłe książki są dla nich przeszkodą nie do pokonania.
Akatsuki z tego co wiem od ludzi spoza mojego kółka różańcowego to grupa przestępcza, do której należą najgorsze zbiry ze świata ninja o randze S. Mam ogromny sentyment do tej grupy, iż to oni mnie wychowali. "Boisz się czegoś? Pomyśl wtedy o nas, będzie ci lepiej." To zawsze powtarzali. Kiedy według nich już dorosłam podarowali mi strój charakterystyczny dla naszej grupy. Uwielbiam w nim chodzić, gdyż wtedy ludzie nie podchodzą do mnie i nie zaczepiają wołając coś typu: "Hej! Jak życie?"
- Ty, Itachi, jak najbardziej zasłużyłeś na potępienie... - mruknęłam do siebie i szybko ogarnęłam pokój, przy okazji się pakując.
Później weszłam do łazienki i zaczęłam rozczesywać moje włosy. Zazwyczaj kiedy wieczorem czesałam się to myślałam o różnych błahych sprawach. Myślałam o tym jak uprzykrzyć życie Itachi'emu czy innemu członkowi Akatsuki. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj myślałam czy Hinatka i reszta przyjaciół mnie rozpoznają. Jeśli tak, to czy zaakceptują moje nowe ja? Czy ten cały Sasuke, który podobno tam mieszka będzie dla mnie miły? Czy ta cała ciocia będzie mi pozwalała na dużo rzeczy? W sumie wcale mi się nie widzi mieszkanie z jakąś ciotką. Może jeśli mi się nie spodoba będę mogła wprowadzić się do mojego kuzyna? Zapytam się jutro taty. Najbardziej obawiam się odrzucenia ze strony moich rówieśników. Może jeśli polubią mnie za to j a k a jestem, a nie k i m jestem będzie lepiej? Chyba tak. Tak szybko im się nie przedstawię, o nie!
~*~
- Będziesz tęsknić za swoim starym ojcem? - zapytał tata. Była piąta rano i wykradliśmy się na dworzec. Mieliśmy jeszcze cały kwadrans do przyjazdu pociągu. Stacja świeciła pustkami co było zarazem dobre jak i złe...
- Oczywiście, tato... - odparłam zduszonym szeptem przez płacz. Przytuliłam się do mojego kochanego tatusia, na którego mogłam zawsze liczyć. - Poza tym... - zaczęłam kiedy już mi trochę przeszło. - Nie mogłabym zamieszkać u tego mojego kuzyna? Nie wiem czy wizja mieszkania z jakąś tam ciotką mi się podoba... - mruknęłam. Tatko spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął.
- Zobaczymy... - powiedział z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i być może ostatni raz schroniłam się w bezpiecznych ramionach mojego taty.
- Czy ta ciocia jest podobna do mamy? - zapytałam. Tato spojrzał się na mnie kątem oka. Chwilę milczał, ale w końcu zdobył się na neutralną odpowiedź.
- Nie wiem, mogła się zmienić przez ten czas kiedy ją ostatni raz widziałem... - odpowiedział.
Właśnie wtedy na stację niczym rakieta wparował pociąg. Ruch był niewielki, więc tatko szybko pomógł mi z bagażami i gdy już siedziałam w przedziale machał mi ze łzami w oczach, co było dla mnie nowością. Uśmiechnęłam się szeroko i otarłam mimicznie oczy, aby pokazać tacie, że się wzruszył. Mój uśmiech był szeroki. Sam się uśmiechnął i ostatni raz mi pomachał. Usiadłam spokojnie na swoim miejscu i patrzyłam się na pusty przedział. Nagle drzwi się rozsunęły i do środka weszła starsza pani. Uśmiechnęłam się życzliwie do niej, ale ona tylko łypnęła na mnie groźnie okiem. W tych czasach nawet uśmiechanie się do staruszek jest niebezpieczne... Ehh... To będzie długa podróż...
~*~
Na dworcu nie zauważyłam nikogo o białych oczach.
- Cóóóóóóóż... - wzruszyłam ramionami i spokojnie usiadłam na ławeczce. Poczekam tu na tą niby ciotkę. Może o mnie zapomniała? Ha, a to dopiero bym się śmiała! Może powinnam zajrzeć w skromne progi Konohy? Nie. Zbytnio się boję sama, bez przewodnika.
- Yukari Uchiha? - zapytał młody chłopak o czarnych tęczówkach. Przytaknęłam głową, a on podał mi dłoń.
- Jestem Sasuke Uchiha, słyszałem, że chcesz się do mnie wprosić? - zapytał z cieniem uśmiechu na twarzy. Czy tylko Itachi nie jest taki opanowany wśród Uchihów?
- Miałam zamieszkać z jakąś tam ciotką, ale... - nie dał mi skończyć.
- Pani Hyuga powiedziała mi, że mam się tobą zająć. Sama wczoraj wieczorem gdzieś pojechała pociągiem. Może stchórzyła? Nie wiem, ale jednego jestem pewien. Teraz zatrzymasz się u mnie. Oprowadzę cię po miaste... - mówił dalej i dalej, a ja postanowiłam dorzucić swoje 3 grosze.
- Itachi dużo mi o tobie opowiadał. - powiedziałam. Sasuke zatrzymał się w pół kroku i odębiały spojrzał się na mnie.
- Skąd znasz Itachi'ego? - zapytał. Ha, punkt dla mnie, panie Uchiha! Przyjrzałam się chłopakowi bardzo uważnie. Był podobny do mnie, jak i do Itachi'ego. Może podkoloryzuje mu trochę opowieść o jego starszym bracie, autorytecie bez skazy?
- No wiesz... jestem potomkinią Madary Uchihy i takie osobistości jak twój starszy braciszek znam. Nie myśl sobie, że jestem żółtodziobem w życiu towarzyskim! - uśmiechnęłam się. - Mieszkałam razem z Itachi'm przez ostatnie 7 lat i definitywnie mam dość. - oznajmiłam. Dalej nie mógł się ruszyć, ani wydobyć z siebie słowa. Właśnie o to mi chodziło. Albo z tarczą, albo na tarczy, Uchiha!
W końcu powoli ruszył przed siebie, a ja za nim. Nie mógł się chyba otrząsnąć z szoku. Poklepałam go mocno po plecach i uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie martw się, nic ważnego nie straciłeś! - zaśmiałam się. Sasuke przybrał kamienną minę i nic nie mówił. Spojrzał się tylko przed siebie i głośno westchnął. Skierowałam swój wzrok w tym samym kierunku i lekko pobladłam.
- W razie co, Sasuke, to jestem tylko twoją daleką kuzynką. Tak jak jest. Bez rzucania imionami. - dodałam. Sasuke z nikłym uśmiechem spojrzał się na mnie, a potem znowu na biegnącego w naszym kierunku blondyna.
- Cześć Sasuke! Co to za dziewczyna? - zakrzyknął. Phi, nie może się mnie spytać, tylko jego?
- To moja daleka kuzynka. - oznajmił szatyn z taką samą miną jaką miał wcześniej. Pełna powaga. No co ty, przecież to żadna rewelacja! Najlepiej siedźmy i płaczmy!
- Ale przecież oprócz ciebie i Ita...
- Uchowałam się, jasne? Nie zadawaj nie potrzebnych pytań, głąbie. - przerwałam mu. Popchnęłam Sasuke w kierunku wielkiej rezydencji, która wyglądała znajomo. Blondas nie chciał się odczepić i szedł za nami.
- Ale jak się nazywasz? Skąd przyjechałaś? Są jeszcze inni z klanu? No odpowiedz mi wreszcie! - weszliśmy w końcu na teren rezydencji i zamknęłam furtkę przed nosem blondyna.
- Powiedziałam nie zadawaj pytań i nie trzeszcz tak, bo mnie uszy od tej twojej paplaniny bolą. - syknęłam i wraz z Sasuke weszłam do środka rezydencji. Rezydencja była z wierzchu jak i od środka zadbana. Kątem oka patrzyłam się na Sasuke.
- Mieszkasz tu z kimś? - zapytałam. Pokręcił przecząco głową. Westchnęłam i położyłam bagaże w pod szarą ścianą wielkiego holu. Sasuke chwycił szybko moje torby i ruszył salonem poprzez schody na piętro. Szłam grzecznie za nim i oglądałam wnętrze. Piękne malowane obrazy, drogie dywany, wypolerowane podłogi i czyste, smutne ściany. Jak w prawdziwym opuszczonym zamku.
Zatrzymał się przy jednych z wielu drzwi na tym piętrze. Odłożył na chwilę bagaże, otworzył drzwi i wniósł torby do środka. Pokój był zadbany, ogromne podwójne łóżko zaścielone, firanki zawieszone, stolik po środku pokoju przykryty obrusem, dwa fotele czyściutkie i do tego biurko nieskazitelnie czyste. Ściany koloru granatu ozdabiały fotografie przeróżnych krajobrazów. Stąpałam po mięciutkim również granatowym dywanie położonym na jasne panele. Wszystko wyglądało magicznie, a ja byłam jak ta księżniczka. Uznałam, że mój strój tu nie pasuje. Czarne rurki i czarna koszulka... Nic, a nic tu nie pasuje.
- Ale tu pięknie... - mruknęłam gdy w końcu poszłam wypróbować łóżko. Było idealnie miękkie. Granatowa pościel była wykonana chyba z aksamitu lub jedwabiu. Była taka delikatna i mięciutka...
- Drzwi naprzeciwko to mój pokój. - oznajmił zbywając moją uwagę o wnętrzu. Rozejrzałam się jeszcze raz i podeszłam do okna.
- Jutro mam iść do szkoły? - zapytałam. Bałam się tego, ale chyba jakoś przeżyjemy, nie? Widok za oknem był cudowny. Piękny sad rezydencji Uchihów. To dopiero coś!
- Tak, będziesz w klasie ze mną. Pani Tsunade już o wszystkim została powiadomiona przez twoją ciotkę. Wiem, że tuż przed masakrą klanu wyniosłaś się z Konohy... wiesz może... gdzie mogę znaleźć mojego brata, Itachi'ego Uchihę? - zapytał, a jego zimny ton, aż zmroził mi krew w żyłach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwszy rozdział za nami! Za nim ktoś przyczepi się do moich "Uchihów" to zaznaczam, że po mino spodziewanych hejtów będę dalej tak pisać, ponieważ... bo tak. XD
Zapraszam do czytania~!
wtorek, 5 maja 2015
Prolog
- Hinatko, Hinatko! - zakrzyknęłam biegnąc szybciutko w kierunku mojej najlepszej przyjaciółki. Mamusia ubrała mnie dziś w krótką czarną spódniczkę, do tego czarne podkolanówki i tego samego koloru podkoszulka. W ręku niosłam czarną marynareczkę, która była strasznie nie wygodna.
- Co się stało, Yukari? - zapytała Hinatka. Miała króciutkie, ciemne włosy jak moje. Różniłyśmy się jedynie odcieniem oczu. Moje były ciemne jak noc, Hinatki natomiast białe jak śnieg. Z charakteru również byłyśmy podobne.
- Mamusia powiedziała, że muszę gdzieś jechać... - oznajmiłam cała zdyszana. Bieg ze stacji do domu Hinatki był dość krótki, ale biegłam ile sił w nóżkach.
- Ale jak to? Gdzie jedziesz? - zadała kolejne pytanie. Widać, że zmarkotniała. Przykro mi było z tego powodu. Nic więcej mamusia mi nie powiedziała. Uznała to tylko za niespodziankę, więc dalej nie pytałam.
- Powiedz reszcie, że nie mogłam się z nimi pożegnać, dobrze? Mamusia kazała mi się pożegnać tylko z tobą. - odparłam. Rzuciłyśmy się sobie w ramiona. Po policzkach płynęły mi łzy, jak i Hinatce. Nie chciałam się z nią rozstawać, ale nie mogłam nic na to poradzić. Muszę się słuchać mojej mamusi. Gdybym tylko mogła schowałabym się u Hinatki pod łóżkiem i nigdzie nie wyjeżdżała.
W końcu oderwałyśmy się od siebie i po krótkim pożegnaniu pobiegłam szybko w kierunku stacji kolejowej. Tam czekała na mnie mamusia. Ubrała się w zwykłe czarne spodnie i szarą koszulkę. Była jak ta szara myszka. Rano w domu związała swoje bardzo długie, granatowe włosy w koka i teraz nie można było się domyślić, że na co dzień miała takie długaśne.
- Pożegnałaś się z przyjaciółką? - zapytała biorąc mnie na ręce. Mocno mnie przytuliła i dała buziaka w policzek.
- Tak, mamusiu. - odparłam. Przeczesała mi moje krótkie, hebanowe włosy i uśmiechnęła się. Widać, że był to uśmiech wymuszony. Mamusia była smutna, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Wsiadłyśmy do pociągu i znalazłyśmy jakiś pusty przedział. Z białych oczu mamy płynęły łzy. Przytuliłam się do niej, byleby nie płakała. Nie lubiłam kiedy mama płakała. Ja natomiast nigdy nie będę płakać. Już ja tego dopilnuje!
Gdy pociąg wreszcie się zatrzymał na peronie czekał już na nas tatuś. Jejku, jak ja się za nim stęskniłam! Nie widziałam go już dość długo. Mamusia mocno mnie wyściskała.
- Pilnuj się tatusia, dobrze? - szepnęła mi na ucho. Przytaknęłam i z mamusią za rękę podeszłam do tatusia. Miał włosy długie prawie, że do pasa, takiego samego koloru jak moje.
- Cześć, tato! - uśmiechnęłam się szeroko pokazując swoje ząbki. Tatuś całe życie był poważny, więc teraz nie zdziwiłam się kiedy nie odwzajemnił mojego uśmiechu. Podobno miałam takie same oczy jak mój tatuś, ale gdy patrzę w lustro i na tatusia nie widzę takich samych oczu. Jego oczy są czerwone, które nazywa sharinganem, a moje są po prostu czarne. Łapałam momenty kiedy i jego oczy był jak moje, ale rzadko widywałam tatusia, więc i rzadko zauważałam jego czarne tęczówki. Kiedy byliśmy sami tatuś opowiadał wiele śmiesznych rzeczy i śmiał się razem ze mną.
Tylko wtedy widziałam go takiego beztroskiego.
- Witaj, Yukari. - odparł. Spojrzał się na mamusię i kiwnął jej głową. - Zaopiekuje się nią jak należy, Yuko. - powiadomił moją mamusię. Mamusia i tatuś chyba się nie kochali, bo tylko widywali się na peronie, wymieniali krótkie uprzejmości i mamusia znikała w pociągu, a tatuś zabierał mnie do swojej kryjówki zwanej "Akatsuki".
- Dziękuje, Madara. - mamusia odpowiedziała ze łzami w oczach i szybko wsiadła do odjeżdżającego pociągu. Tatuś wziął mnie na ręce i ruszył w kierunku swojej kryjówki.
- Co się stało, Yukari? - zapytała Hinatka. Miała króciutkie, ciemne włosy jak moje. Różniłyśmy się jedynie odcieniem oczu. Moje były ciemne jak noc, Hinatki natomiast białe jak śnieg. Z charakteru również byłyśmy podobne.
- Mamusia powiedziała, że muszę gdzieś jechać... - oznajmiłam cała zdyszana. Bieg ze stacji do domu Hinatki był dość krótki, ale biegłam ile sił w nóżkach.
- Ale jak to? Gdzie jedziesz? - zadała kolejne pytanie. Widać, że zmarkotniała. Przykro mi było z tego powodu. Nic więcej mamusia mi nie powiedziała. Uznała to tylko za niespodziankę, więc dalej nie pytałam.
- Powiedz reszcie, że nie mogłam się z nimi pożegnać, dobrze? Mamusia kazała mi się pożegnać tylko z tobą. - odparłam. Rzuciłyśmy się sobie w ramiona. Po policzkach płynęły mi łzy, jak i Hinatce. Nie chciałam się z nią rozstawać, ale nie mogłam nic na to poradzić. Muszę się słuchać mojej mamusi. Gdybym tylko mogła schowałabym się u Hinatki pod łóżkiem i nigdzie nie wyjeżdżała.
W końcu oderwałyśmy się od siebie i po krótkim pożegnaniu pobiegłam szybko w kierunku stacji kolejowej. Tam czekała na mnie mamusia. Ubrała się w zwykłe czarne spodnie i szarą koszulkę. Była jak ta szara myszka. Rano w domu związała swoje bardzo długie, granatowe włosy w koka i teraz nie można było się domyślić, że na co dzień miała takie długaśne.
- Pożegnałaś się z przyjaciółką? - zapytała biorąc mnie na ręce. Mocno mnie przytuliła i dała buziaka w policzek.
- Tak, mamusiu. - odparłam. Przeczesała mi moje krótkie, hebanowe włosy i uśmiechnęła się. Widać, że był to uśmiech wymuszony. Mamusia była smutna, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Wsiadłyśmy do pociągu i znalazłyśmy jakiś pusty przedział. Z białych oczu mamy płynęły łzy. Przytuliłam się do niej, byleby nie płakała. Nie lubiłam kiedy mama płakała. Ja natomiast nigdy nie będę płakać. Już ja tego dopilnuje!
Gdy pociąg wreszcie się zatrzymał na peronie czekał już na nas tatuś. Jejku, jak ja się za nim stęskniłam! Nie widziałam go już dość długo. Mamusia mocno mnie wyściskała.
- Pilnuj się tatusia, dobrze? - szepnęła mi na ucho. Przytaknęłam i z mamusią za rękę podeszłam do tatusia. Miał włosy długie prawie, że do pasa, takiego samego koloru jak moje.
- Cześć, tato! - uśmiechnęłam się szeroko pokazując swoje ząbki. Tatuś całe życie był poważny, więc teraz nie zdziwiłam się kiedy nie odwzajemnił mojego uśmiechu. Podobno miałam takie same oczy jak mój tatuś, ale gdy patrzę w lustro i na tatusia nie widzę takich samych oczu. Jego oczy są czerwone, które nazywa sharinganem, a moje są po prostu czarne. Łapałam momenty kiedy i jego oczy był jak moje, ale rzadko widywałam tatusia, więc i rzadko zauważałam jego czarne tęczówki. Kiedy byliśmy sami tatuś opowiadał wiele śmiesznych rzeczy i śmiał się razem ze mną.
Tylko wtedy widziałam go takiego beztroskiego.
- Witaj, Yukari. - odparł. Spojrzał się na mamusię i kiwnął jej głową. - Zaopiekuje się nią jak należy, Yuko. - powiadomił moją mamusię. Mamusia i tatuś chyba się nie kochali, bo tylko widywali się na peronie, wymieniali krótkie uprzejmości i mamusia znikała w pociągu, a tatuś zabierał mnie do swojej kryjówki zwanej "Akatsuki".
- Dziękuje, Madara. - mamusia odpowiedziała ze łzami w oczach i szybko wsiadła do odjeżdżającego pociągu. Tatuś wziął mnie na ręce i ruszył w kierunku swojej kryjówki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)