piątek, 8 maja 2015

Rozdział I

  - Ej, mała, dobrze się czujesz? - zapytał mój kuzyn, Itachi.
 - Jeśli mam się czuć dobrze w towarzystwie zabójcy mojej rodziny, to chyba się grubo mylisz. - syknęłam. Itachi, niby mój kuzyn, a zabił całą naszą rodzinę. Nikt nie mówił o tym głośno, ale nie mam zamiaru być dla niego miła. Poza tym kto mi zabroni mówić i masakrze klanu Uchiha? Podejrzewam, że tatusiowi nie podskoczył, ale czasami mówił, że uratował jeszcze jedną osobę z tej masakry. Mojego innego kuzyna, który ponoć nazywa się Sasuke. Nie zaprzeczam, iż zaciekawiło mnie to. Miałam dość dużą rodzinę i mało czasu, aby poznać jej wszystkich członków. Z powodu naszych oziębłych stosunków nie mam pretekstu, aby zapytać go o tego chłopaka.
 - Nie przeginaj, okey?! Zrobiłem to, bo musiałem! - odparł podnosząc głos.
 - Ale nie krzycz na mnie! - Podniosłam głos jak i on. Itachi widocznie zdenerwował się.
 - Jeszcze chwila, smarkulo, a gorzko tego pożałujesz! - wykrzyknął. Wtem do pokoju wpadł mój tata i podszedł spokojnie do mnie.
 - Itachi, chyba już coś ci mówiłem na ten temat. - powiedział chłodno Madara. Tatko zawsze był nie miły w stosunku do Itachi'ego.
 - Itachi, głąbie, nie jestem smarkulą. Mam już 12 lat! - zakrzyknęłam zza pleców tatki. Itachi uśmiechnął się szeroko.
 - No, a ile różnicy lat jest między nami? - zapytał. Tu mnie ma. Jest starszy o dobre kilka lat.
 - Itachi... - powiedział ostrzegawczo tata.
 - Tato, ja dziś już pójdę spaaaaaać... - powiedziałam ziewając. Jutro tata potajemnie miał mnie wysłać do jakiejś cioci od strony mojej dawno zaginionej mamy.
  Mamę pamiętam jak przez mgłę. Nie widziałam jej od 5 roku życia. Nie jestem pewna czy miała jasne czy ciemne włosy, czy ubierała się w sukienki czy spodnie... gdzie nosiła swój ochraniacz... Wielu szczegółów nie pamiętam, jednak jedno utrwaliło mi się w pamięci. Jej piękne białe oczy. Gdy widzę ją ten ostatni raz na stacji kolejowej, nie widzę jej włosów, ubioru, czy tego jak akurat wtedy była ubrana... widzę tylko jej smutne białe oczy.
  Z tego co wiem moja mama zaginęła jakieś 2 lata po moim wyjeździe. Cieszyłam się, że będę mogła znowu mieszkać w Konosze, i że tatko robi to ze względu na moją prośbę.
 - Idź, idź, Yukari. - mruknął spoglądając na Itachi'ego. Wystawiłam do Itachi'ego język i pobiegłam w kierunku mojego pokoju.
   Tam usiadłam na łóżku i spojrzałam się na moje odbicie w lustrze. Kiedyś krótkie, dziś długie, do pasa, hebanowe włosy miałam rozpuszczone. Oczy koloru nocnego nieba wpatrywały się uporczywie w moją szczupłą sylwetkę i smukłe nogi. Czy mama była podobna do mnie? W każdym aspekcie przypominam Uchihów... Chyba jednak wdałam się w całości w tatę. Zamknęłam oczy i potrząsnęłam głową. Nie powinnam teraz zadręczać się myślami o wielkiej niewiadomej.
 - Muszę wypocząć, abym jutro była w pełni sił. - mruknęłam do siebie i powoli wstałam. Rozejrzałam się po moim pokoju gdzie był istny chaos. - Należałoby się tu trochę posprzątać przed wyjazdem. - ponownie mruknęłam do siebie. Wszędzie były porozwalane moje ubrania i książki. Lubiłam czytać co często irytowało innych członków Akatsuki gdyż zawsze zostawiałam książki gdzie ostatnio je czytałam. Zazwyczaj czytałam pośrodku salonu na podłodze, gdzie później wszyscy potykali się o sterty książek. Często nabijałam się wraz z tatą, że nie nadają się do Akatsuki, bo zwykłe książki są dla nich przeszkodą nie do pokonania.
 Akatsuki z tego co wiem od ludzi spoza mojego kółka różańcowego to grupa przestępcza, do której należą najgorsze zbiry ze świata ninja o randze S. Mam ogromny sentyment do tej grupy, iż to oni mnie wychowali. "Boisz się czegoś? Pomyśl wtedy o nas, będzie ci lepiej." To zawsze powtarzali. Kiedy według nich już dorosłam podarowali mi strój charakterystyczny dla naszej grupy. Uwielbiam w nim chodzić, gdyż wtedy ludzie nie podchodzą do mnie i nie zaczepiają wołając coś typu: "Hej! Jak życie?"
 - Ty, Itachi, jak najbardziej zasłużyłeś na potępienie... - mruknęłam do siebie i szybko ogarnęłam pokój, przy okazji się pakując.
  Później weszłam do łazienki i zaczęłam rozczesywać moje włosy. Zazwyczaj kiedy wieczorem czesałam się to myślałam o różnych błahych sprawach. Myślałam o tym jak uprzykrzyć życie Itachi'emu czy innemu członkowi Akatsuki. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj myślałam czy Hinatka i reszta przyjaciół mnie rozpoznają. Jeśli tak, to czy zaakceptują moje nowe ja? Czy ten cały Sasuke, który podobno tam mieszka będzie dla mnie miły? Czy ta cała ciocia będzie mi pozwalała na dużo rzeczy? W sumie wcale mi się nie widzi mieszkanie z jakąś ciotką. Może jeśli mi się nie spodoba będę mogła wprowadzić się do mojego kuzyna? Zapytam się jutro taty. Najbardziej obawiam się odrzucenia ze strony moich rówieśników. Może jeśli polubią mnie za to j a k a jestem, a nie k i m jestem będzie lepiej? Chyba tak. Tak szybko im się nie przedstawię, o nie!

~*~   

 - Będziesz tęsknić za swoim starym ojcem? - zapytał tata. Była piąta rano i wykradliśmy się na dworzec. Mieliśmy jeszcze cały kwadrans do przyjazdu pociągu. Stacja świeciła pustkami co było zarazem dobre jak i złe...
 - Oczywiście, tato... - odparłam zduszonym szeptem przez płacz. Przytuliłam się do mojego kochanego tatusia, na którego mogłam zawsze liczyć. - Poza tym... - zaczęłam kiedy już mi trochę przeszło. - Nie mogłabym zamieszkać u tego mojego kuzyna? Nie wiem czy wizja mieszkania z jakąś tam ciotką mi się podoba... - mruknęłam. Tatko spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął.
 - Zobaczymy... - powiedział z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i być może ostatni raz schroniłam się w bezpiecznych ramionach mojego taty.
 - Czy ta ciocia jest podobna do mamy? - zapytałam. Tato spojrzał się na mnie kątem oka. Chwilę milczał, ale w końcu zdobył się na neutralną odpowiedź.
 - Nie wiem, mogła się zmienić przez ten czas kiedy ją ostatni raz widziałem... - odpowiedział.
  Właśnie wtedy na stację niczym rakieta wparował pociąg. Ruch był niewielki, więc tatko szybko pomógł mi z bagażami i gdy już siedziałam w przedziale machał mi ze łzami w oczach, co było dla mnie nowością. Uśmiechnęłam się szeroko i otarłam mimicznie oczy, aby pokazać tacie, że się wzruszył. Mój uśmiech był szeroki. Sam się uśmiechnął i ostatni raz mi pomachał. Usiadłam spokojnie na swoim miejscu i patrzyłam się na pusty przedział. Nagle drzwi się rozsunęły i do środka weszła starsza pani. Uśmiechnęłam się życzliwie do niej, ale ona tylko łypnęła na mnie groźnie okiem. W tych czasach nawet uśmiechanie się do staruszek jest niebezpieczne... Ehh... To będzie długa podróż... 

~*~

  Na dworcu nie zauważyłam nikogo o białych oczach.
 - Cóóóóóóóż... - wzruszyłam ramionami i spokojnie usiadłam na ławeczce. Poczekam tu na tą niby ciotkę. Może o mnie zapomniała? Ha, a to dopiero bym się śmiała! Może powinnam zajrzeć w skromne progi Konohy? Nie. Zbytnio się boję sama, bez przewodnika.
 - Yukari Uchiha? - zapytał młody chłopak o czarnych tęczówkach. Przytaknęłam głową, a on podał mi dłoń.
 - Jestem Sasuke Uchiha, słyszałem, że chcesz się do mnie wprosić? - zapytał z cieniem uśmiechu na twarzy. Czy tylko Itachi nie jest taki opanowany wśród Uchihów?
 - Miałam zamieszkać z jakąś tam ciotką, ale... - nie dał mi skończyć.
 - Pani Hyuga powiedziała mi, że mam się tobą zająć. Sama wczoraj wieczorem gdzieś pojechała pociągiem. Może stchórzyła? Nie wiem, ale jednego jestem pewien. Teraz zatrzymasz się u mnie. Oprowadzę cię po miaste... - mówił dalej i dalej, a ja postanowiłam dorzucić swoje 3 grosze.
 - Itachi dużo mi o tobie opowiadał. - powiedziałam. Sasuke zatrzymał się w pół kroku i odębiały spojrzał się na mnie.
 - Skąd znasz Itachi'ego? - zapytał. Ha, punkt dla mnie, panie Uchiha! Przyjrzałam się chłopakowi bardzo uważnie. Był podobny do mnie, jak i do Itachi'ego. Może podkoloryzuje mu trochę opowieść o jego starszym bracie, autorytecie bez skazy?
 - No wiesz... jestem potomkinią Madary Uchihy i takie osobistości jak twój starszy braciszek znam. Nie myśl sobie, że jestem żółtodziobem w życiu towarzyskim! - uśmiechnęłam się. - Mieszkałam razem z Itachi'm przez ostatnie 7 lat i definitywnie mam dość. - oznajmiłam. Dalej nie mógł się ruszyć, ani wydobyć z siebie słowa. Właśnie o to mi chodziło. Albo z tarczą, albo na tarczy, Uchiha!
  W końcu powoli ruszył przed siebie, a ja za nim. Nie mógł się chyba otrząsnąć z szoku. Poklepałam go mocno po plecach i uśmiechnęłam się szeroko.
 - Nie martw się, nic ważnego nie straciłeś! - zaśmiałam się. Sasuke przybrał kamienną minę i nic nie mówił. Spojrzał się tylko przed siebie i głośno westchnął. Skierowałam swój wzrok w tym samym kierunku i lekko pobladłam.
 - W razie co, Sasuke, to jestem tylko twoją daleką kuzynką. Tak jak jest. Bez rzucania imionami. - dodałam. Sasuke z nikłym uśmiechem spojrzał się na mnie, a potem znowu na biegnącego w naszym kierunku blondyna.
 - Cześć Sasuke! Co to za dziewczyna? - zakrzyknął. Phi, nie może się mnie spytać, tylko jego?
 - To moja daleka kuzynka. - oznajmił szatyn z taką samą miną jaką miał wcześniej. Pełna powaga. No co ty, przecież to żadna rewelacja! Najlepiej siedźmy i płaczmy!
 - Ale przecież oprócz ciebie i Ita...
 - Uchowałam się, jasne? Nie zadawaj nie potrzebnych pytań, głąbie. - przerwałam mu. Popchnęłam Sasuke w kierunku wielkiej rezydencji, która wyglądała znajomo. Blondas nie chciał się odczepić i szedł za nami.
 - Ale jak się nazywasz? Skąd przyjechałaś? Są jeszcze inni z klanu? No odpowiedz mi wreszcie! - weszliśmy w końcu na teren rezydencji i zamknęłam furtkę przed nosem blondyna.
 - Powiedziałam nie zadawaj pytań i nie trzeszcz tak, bo mnie uszy od tej twojej paplaniny bolą. - syknęłam i wraz z Sasuke weszłam do środka rezydencji. Rezydencja była z wierzchu jak i od środka zadbana. Kątem oka patrzyłam się na Sasuke.
 - Mieszkasz tu z kimś? - zapytałam. Pokręcił przecząco głową. Westchnęłam i położyłam bagaże w pod szarą ścianą wielkiego holu. Sasuke chwycił szybko moje torby i ruszył salonem poprzez schody na piętro. Szłam grzecznie za nim i oglądałam wnętrze. Piękne malowane obrazy, drogie dywany, wypolerowane podłogi i czyste, smutne ściany. Jak w prawdziwym opuszczonym zamku.
  Zatrzymał się przy jednych z wielu drzwi na tym piętrze. Odłożył na chwilę bagaże, otworzył drzwi i wniósł torby do środka. Pokój był zadbany, ogromne podwójne łóżko zaścielone, firanki zawieszone, stolik po środku pokoju przykryty obrusem, dwa fotele czyściutkie i do tego biurko nieskazitelnie czyste. Ściany koloru granatu ozdabiały fotografie przeróżnych krajobrazów. Stąpałam po mięciutkim również granatowym dywanie położonym na jasne panele. Wszystko wyglądało magicznie, a ja byłam jak ta księżniczka. Uznałam, że mój strój tu nie pasuje. Czarne rurki i czarna koszulka... Nic, a nic tu nie pasuje.
 - Ale tu pięknie... - mruknęłam gdy w końcu poszłam wypróbować łóżko. Było idealnie miękkie. Granatowa pościel była wykonana chyba z aksamitu lub jedwabiu. Była taka delikatna i mięciutka...
 - Drzwi naprzeciwko to mój pokój. - oznajmił zbywając moją uwagę o wnętrzu. Rozejrzałam się jeszcze raz i podeszłam do okna.
 - Jutro mam iść do szkoły? - zapytałam. Bałam się tego, ale chyba jakoś przeżyjemy, nie? Widok za oknem był cudowny. Piękny sad rezydencji Uchihów. To dopiero coś!
 - Tak, będziesz w klasie ze mną. Pani Tsunade już o wszystkim została powiadomiona przez twoją ciotkę. Wiem, że tuż przed masakrą klanu wyniosłaś się z Konohy... wiesz może... gdzie mogę znaleźć mojego brata, Itachi'ego Uchihę? - zapytał, a jego zimny ton, aż zmroził mi krew w żyłach.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Pierwszy rozdział za nami! Za nim ktoś przyczepi się do moich "Uchihów" to zaznaczam, że po mino spodziewanych hejtów będę dalej tak pisać, ponieważ... bo tak. XD

Zapraszam do czytania~!

6 komentarzy: