Słońce przyjemnie grzało moją twarz. Cieplutka pościel coraz bardziej przyciągała mnie do siebie, ale jak zawsze ktoś musi zepsuć taką chwilę...
- Yukari, czemu jeszcze śpisz? - zapytał Sasuke. Czy on też jest taki irytujący jak Itachi? Błagam, nie!
- Mmmm... tu jest tak przyjemnie... - mruknęłam. Coś połaskotało mnie po twarzy. Huh? Uchyliłam lekko powieki i zobaczyłam roześmianego Uchihę z moim pamiętnikiem w ręku. ŻE CO?! Poderwałam się jak opętana z łóżka. Bez problemu wyrwałam mój kochaniutki zeszycik z ręki tego parszywego... Stop! Czy ja jestem poważna? To mój kuzyn i chciał mnie obudzić... No cóż... Każdy sposób jest dobry...
- Czytałeś go? - zapytałam kartkując strony. Wszystkie kartki były na miejscu. - Szczęściarz... - mruknęłam.
- A co byś mi zrobiła? - odpowiedział z uśmiechem.
- Zabiła, ty idioto! - wydarłam się. Byłam strasznie zdenerwowana.
- Aż taka bojowa jesteś? - zapytał śmiejąc się. Co za...
- A żebyś wiedział, że tak! - odparłam.
- No dobra, wstawaj i idziemy do szkoły. Dalej jesteś tylko moją kuzynką czy masz jakieś imię? - zakpił z wesołą minką.
- Jestem Yuka Uchiha. - powiedziałam bez chwili namysłu.
- Okey... Yuka... - zaśmiał się. Zdzieliłam go lekko po głowie i w końcu sama zaczęłam się śmiać. Powolutku wyszłam spod ciepłej kołdry i udałam się do szafy. Wyciągnęłam mundurek szkolny i przyjrzałam się mu. Czarna spódniczka do połowy ud, biała koszula i beżowy sweter bez rękawów.. Sasuke podszedł do mnie i podał mi jeszcze ciemną apaszkę. Wzięłam ją od niego i w szafie wygrzebałam jeszcze czarne podkolanówki. Po chwili zastanowienia czy to już wszystko ruszyłam w kierunku łazienki.
- Boję się jak cholera... Byle nikt mnie nie rozpoznał... Błagam... - zmawiałam cichą litanię w łazience ubierając mundurek. Szybko rozczesałam włosy i związałam je w warkocza. Spojrzałam się w lustro i aktywowałam mojego przedziwnego sharingana. Był koloru śnieżnej bieli z trzema łezkami, które nazywają się "tomoe". Tata nie zanurzał się w temat moich dziwnych oczu. A szkoda. Posłuchałabym jego domysłów. Wszystko zawsze wiedział, aż mu zazdrościłam.
Ujrzałam jak Sasuke wchodzi do łazienki, chociaż mój zwykły wzrok tego nie obejmował. Szybko deaktywowałam mojego sharingana i na twarz przybrałam miły uśmiech.
- Co tu robisz?
- Co to za oczy? - zapytaliśmy w tym samym czasie. Czarnowłosy potrząsnął głową.
- Chodźmy już. - mruknął tylko wychodząc. Spojrzałam się jeszcze raz w lustro i wzruszyłam ramionami.
- To będzie ciężki dzień....
Na korytarzu złapałam Sasuke pod ramię i wspólnie ruszyliśmy do szkoły...
~*~
W szkole było wielkie zainteresowanie moją osobą. Słyszałam kąśliwe komentarze na mój temat, ale także westchnienia dziewczyn: "ale ona ma zabójcze nogi~!". Ha, niech zazdroszczą! Chłopacy cały czas mówili między sobą różne rewelacje na mój temat, nie jestem pewna o czym tak zawzięcie mówili, ale na pewno wychwyciłam jedno zdanie: "Jakie wielkie balony~!". No nie, aż takich dużych piersi to chyba nie mam... a może mam?
Olałam to wszystko i wraz z Sasuke usiadłam na ławce. Westchnęłam i spojrzałam się na sufit. Byle ten dzień jak najszybciej się skończył...
- Hejkaaaaa, Sasuke! - usłyszałam znajomy głos. No nie... tylko nie on...
- Cześć, Naruto. - odpowiedział Sasuke.
- Powiesz mi w końcu kim to jest ta twoja kuzynka? - zapytał, a we mnie, aż się zagotowało.
- Nie możesz normalnie podejść i zapytać jak mam na imię tylko gadać o mnie z moim kuzynem, do tego w m o i m towarzystwie?! - wydarłam się. Osoby będące najbliżej nas oderwały się od swoich rozmów i spojrzały na nas.
- Sorry... - mruknął blondyn.
- Uważaj, Naru... - Sasuke nie dokończył gdyż ja chciałam mu pokazać gdzie raki zimują.
- Tylko sorry? Może jakieś normalne "przepraszam, jestem wścibski, a boję się zagadać"?! - moja złość narastała.
- Wcale, że nie boję się zagadać! - odparł niejaki Naruto.
- Ah, tak? To czemu tego nie zrobiłeś? - zapytałam z przekąsem. Niech wie kto tu rządzi.
- Mówiłem cały czas to nie odpowiadałaś! - wykrzyknął blondas.
- To coś wczoraj? - zaśmiałam się perliście i spojrzałam na niego. - Wczoraj to byłam strasznie zmęczona podróżą i nic nie zrozumiałam z twojego wrzasku. - oznajmiłam. Blondyn chciał coś odpowiedzieć, ale różowowłosa dziewczyna podeszła do niego i zdzieliła go mocno po głowie. Co najdziwniejsze kojarzyłam skądś tą dziewczynę... Czyżby to...?
- Naruto! - krzyknęła. Chłopak skulił się i mruknął coś niezrozumiałego. Dziewczyna uśmiechnęła się triumfalnie i podniosła wzrok na moją skromną osóbkę. - Hej... - powiedziała nieufnie. - Jestem Sakura, a ty? - zapytała.
- Yu... - nie skończyłam, bo zadzwonił dzwonek. Ha, przykro mi, pani Haruno!
- No okey, do zobaczenia na następnej przerwie! - pomachała mi spoglądając z utęsknieniem na mojego kuzyna. Czyżby jej szczenięce zauroczenie dalej trwało? Zaraz, zaraz... Sasuke?
- Boże, jaki ja mam zapłon! - wykrzyknęłam. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi prócz Sasuke. - Sasuke! Przecież jesteś moim kuzynem! - Ciemnowłosy wybuchnął śmiechem i zaczął bić mi brawo. - A ciebie co tak śmieszy? Po tylu latach skumałam w końcu kim jesteś. Wcześniej imię Sasuke nic mi nie mówiło, ale teraz...
- Nie wiem czy mam się śmiać czy obrazić... - powiedział z uśmiechem.
~*~
Na pierwszych zajęciach było nawet spokojnie. Usiadłam z wysoką blondynką, która cały czas pisała liściki z Sakurą. Phi, nawet nie zwróciła na mnie uwagi...
- Halo... - mruknęłam do niej. Zaszczyciła mnie w końcu swoim spojrzeniem zimnych jasno-niebieskich oczu.
- Hm? - bąknęła. Nie była najwidoczniej zainteresowana rozmową.
- Świnia... - niby to mruknęłam niby to siedziałam cicho. Położyłam głowę na ławce i słuchałam jak zawzięcie skrobała coś na tej karteczce do różowowłosej. Pewnie pisała coś typu: "nazwała mnie świnią!". Jeśli w ogóle mnie usłyszała...
- Jestem Ino Yamanaka, a ty? - odezwała się po kilku minutach milczenia. Ha, teraz mamy być miłe, pani Yamanaka?
- Jestem Yuka... - odpowiedziałam na jej zaczepkę. Nie wiem czy chcę, aby znała moje nazwisko.
- Uchiha i Yamanaka! - ostrzegła nas pani Kurenai. Blondi wytrzeszczyła oczy i do końca lekcji nie odezwała się już wcale. Może to i lepiej? Nie miałam szczególnej ochoty na rozmowę z jakąś zadufaną w sobie, pustą lalą i do tego świnią.
Po dzwonku ruszyłam szybkim krokiem przez korytarz w poszukiwaniu wolnego miejsca.
- "Muszę przecież zastanowić się jak reszta mogła się zmienić!" - pomyślałam. Usiadłam na wolnej ławeczce i spokojnie myślałam, aż tu nagle...
- H-hej... - usłyszałam nieśmiałe powitanie. Podniosłam głowę i własnym oczom nie wierzyłam.
- Hinatka! - zakrzyknęłam rzucając się w jej ramiona. Ona na pewno nikomu nie powie, że ja, to ja.
- A-a...ale... nie wiem k-kim ty... - jąkała się przestraszona. Zaciągnęłam ją do damskiej toalety i sprawdziłam czy wszystkie kabiny są puste.
- To ja, Hinatko. - powiedziałam. - Yukari. - dodałam. Twarz Hinatki rozjaśnił uśmiech i rzuciła mi się w otwarte ramiona.
- Yukari! - ucieszyła się.
- Tylko nikomu nie mów, okey? W razie co jestem Yuka. - oznajmiłam. Hinata roześmiała się wesoło.
- Yuka? Nikt się na to nie nabierze! - powiedziała.
- Jakoś wszyscy się nabierają... - mruknęłam.
- Naprawdę? - zapytała ze zdziwieniem. Przytaknęłam. Ha, i tu jest pies pogrzebany, pani Hyuga! Wzięłam Hinatkę pod ramię i roześmiane wyszłyśmy z łazienki. Niech reszta zazdrości, a co!
- Yuka... - zaczął Sasuke, ale urwał gdyż nie wiedział co ma zrobić.
- Spokojnie, przecież to moja Hinatka! - pisnęłam szczęśliwa. Szatyn uśmiechnął się półgębkiem.
- Okey, chciałem powiedzieć, że dziś wracasz sama, ale może się pomyliłem... - mruknął rozbawiony.
- A ty gdzie wybywasz? - zapytałam ciekawa.
- Naruto chce mnie gdzieś wyciągnąć... - odpowiedział wymijająco.
- Wiesz, że mi się mówi prawdę i tylko prawdę...? - zadałam pytanie dalej trzymając Hinatkę pod ramię. Była strasznie śliczna. Średniej długości granatowe włosy i te bielutkie oczy... po prostu... brak słów! Ślicznotka jakich mało.
- Nie wiem... - odparł. Czułam, że mnie kłamie i nie idzie z Naruto. Taka głupia to ja nie jestem.
- Ah, tak? Zawsze znowu mogę cię samego zostawić. Akatsuki chętnie mnie znowu przyjmie. - Kurde, powinnam czasem ugryźć się w język...
- A-aka...akatsuki...? - wyszeptała przerażona Hinatka.
- Nie martw się, Hinatko, wszystko później na spokojnie ci opowiem. - spojrzałam się na nią kątem oka. Była strasznie blada.
- Akatsuki cię nie przyjmie... - powiedział.
- Założymy się? Może nie przepadam za Itachi'm, ale znamy tam nasze wartości. Mówimy sobie wszystko... no prawie... chociaż... jakie to ma znaczenie... - zaśmiałam się nieszczerze. Nawet nie zauważyłam kiedy zebrało się wokół nas kółeczko.
- Myślałem, że to już przeszłość... - bąknął zrezygnowany.
- To co odeszło, nie wróci. Co było wczoraj to przeszłość, stawiam na jutro. A teraz wybacz. Muszę iść. - odpowiedziałam. Gdy rozejrzałam się kółko natychmiast się rozeszło. Wraz z Hinatką poszłam na dziedziniec.
- A-ale... Yukari... - powiedziała Hinatka.
- Przepraszam, Hinatko, muszę naprawdę iść... Spotkajmy się może później? - zaproponowałam.
- Przecież są jeszcze lek...
- To jesteśmy umówione, narka! - miałam poczucie winy tak traktując moją przyjaciółkę, jednak musiałam. Musiałam stąd się wyrwać. Nie zniosę tu już, ani chwili więcej...
~*~
- Dlaczego tak mnie potraktowała? Czy naprawdę jest jak to całe Akatsuki? Nie dam jej spokoju dopóki tego nie wyjaśni... - Sasuke uparcie myślał nad zachowaniem jego kuzynki. Odpuścił sobie resztę lekcji i poszedł na spacer po parku obok szkoły. Czuł się zdeptany, poniżony i wykpiony przez ciemnowłosą. Jak mogła tak z niego kpić?
- "No wiesz... jestem potomkinią Madary Uchihy i takie osobistości jak twój starszy braciszek znam. Nie myśl sobie, że jestem żółtodziobem w życiu towarzyskim!" - wtedy wydawała się być jeszcze normalną dziewczyną, którą znał sprzed tych 7 lat. Czuł jak jego brat i reszta tej zakichanej organizacji zmienili Yukari. Coraz bardziej nienawidzi swojego brata.
- Jak on mógł mi to zrobić? Wychować kuzynkę, zamiast własnego brata... - chłopak zawzięcie myślał nad tym co by było gdyby...
- Gdyby Yukari wychowała się tu, w Konosze... albo gdybym te kilka lat spędził z moim bratem... no właśnie... co by było...? - zadawał sobie w myślach tysiące takich pytań. Nie miał na to siły, odkąd się tu pojawiła same z nią kłopoty. Najpierw ta sprawa wczorajszego ranka z Naruto, potem w szkole również się z nim pokłóciła, ściąga tylko na siebie niepotrzebną uwagę...
Chłopak wolnym krokiem udał się do swej rezydencji gdzie jak mu się zdaje powinna być jego kuzynka. Cały czas pakuje się w kłopoty, jest strasznie nieporadna, głupia, irytująca i...
- Naprawdę się o nią martwię... - powiedział już na głos. Niby znają się niedługo, długo się nie widzieli, ale przywiązał się do niej. Czuł dziwną pustkę bez jej głośnego śmiechu i ciągłej paplaniny, a co gorsza otwierał się przed nią, a ona zwyczajnie zagrała jego uczuciami. - Nie wiem co mam robić... - mruknął zrezygnowany.
Wszedł do domu i pędem pokonał odległość z holu do pokoju dziewczyny. Kulturalnie zapukał w drzwi, ale nikt się nie odezwał uchylił drzwi i zobaczył coś czego nigdy by się nie spodziewał...
~*~
- Yukari? A co ty tu robisz? - zapytał zdziwiony szatyn.
- Przyjechałam w odwiedziny do mojego ulubionego kuzyna. - odparłam. Itachi mierzył mnie podejrzanym wzrokiem i wreszcie westchnął.
- Madara jest tam gdzie zawsze... - mruknął i wrócił do czytania jakiejś strasznie fascynującej książki. Wzruszyłam ramionami.
- Spodziewałam się milszego powitania. Gdzie "Jak było? Jak Sasuke? Co tam w szkole?". Nic, null, zupełne zero! - zaprotestowałam.
- Aż tak bardzo ci na tym zależy? - zapytał. Energicznie przytaknęłam głową. Ociągając się powoli odłożył książkę, przeciągnął się i wstał. Podszedł do mnie i zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Kuzyneczko! Tak tęskniłem jak nigdy przez te 2 dni! - wydarł mi się do ucha. Uśmiechnęłam się szeroko. Puścił mnie i przyjrzał się mojej twarzy. - Wszystko w porządku? - nie wiedziałam czy dłużej powstrzymam łzy, ale wysiliłam się na blady uśmiech. Nie wiedział gdzie byłam, więc nic mu nie powiem.
- Jasne, co miałoby się stać? Stęskniłam się. - odparłam. Szybko wyminęłam Itachi'ego i popędziłam w kierunku gdzie na pewno był mój tata. Zastanawiam się jak zareaguje. Ucieszy się? Ochrzani mnie? Nie wiem...
Uchyliłam lekko drzwi i po cichu weszłam do środka. Tata drzemał na fotelu i cichutko pochrapywał.
- Halo...? - mruknęłam gdy już podeszłam do niego. Szybko się obudził i kilka razy potarł oczy.
- Yukari? - zapytał.
- Nie, Święty Mikołaj. - prychnęłam.
- Uważaj na ton, młoda damo. - ostrzegł.
- Dobra, dobra, tato. Tęskniłeś? - uśmiechnęłam się szeroko i byłam pewna, że nic gorszego niż historia z Konohą mi się nie przydarzy... a szkoda. Gdybym choć trochę wiedziała co mnie wtedy czeka... może wtedy... może zmieniłabym bieg historii...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny rozdział za nami! XD Mam nadzieję, że się to komuś podoba i ktoś to czyta...
Zapraszam do czytania! ^^
Ja to czytam :D
OdpowiedzUsuńWeź siedź cicho, bo Deidarą poszczuję XDD
UsuńO nie! :O :D
UsuńMhm... trochę mam odczucie, że jest tu mała niespójność. Z jednej strony o jej wyjeździe wie tylko ojciec itd., potem padają z ust Yukari słowa: "Spodziewałam się milszego powitania. Gdzie "Jak było? Jak Sasuke? Co tam w szkole?". Nic, null, zupełne zero!", a na końcu Itachi i tak nie wie, gdzie ona była, chociaż w praktyce Yukari mu o tym przed chwilą powiedziała? O.o
OdpowiedzUsuńCzemu ona jest chwilami taka wredna? xD
Postać dobrze zbudowana :) Ajć, Sasuke się otwiera ;33
Wredna bo z Uchihów XD
UsuńWidać chyba, że nie uwzględniłam tego, że Itachi myślał iż Yukari była w odwiedzinach u Sasuke xD
Poza tym to wszystko jest zaplanowane tak, aby Sasuke był zazdrosny i miał jeszcze większą chęc mordu XD
Usuń